Jak sąsiedzi mogą produkować prąd? O społecznościach energetycznych w praktyce

Udostępnij

Transformacja energetyczna coraz częściej przestaje być abstrakcyjnym hasłem z poziomu polityki krajowej czy unijnej, a staje się realnym wyzwaniem i szansą dla lokalnych społeczności. W obliczu rosnących kosztów energii, napięć geopolitycznych oraz postępującego kryzysu klimatycznego, coraz większą rolę odgrywają inicjatywy oddolne – angażujące mieszkańców, samorządy i lokalne organizacje. Jednym z najciekawszych przejawów takiego podejścia są społeczności energetyczne, które pozwalają obywatelom nie tylko korzystać z energii, ale również ją współtworzyć i współzarządzać jej dystrybucją.

 

O tym, czym dokładnie są społeczności energetyczne, jakie korzyści przynoszą oraz jakie wyzwania stoją przed ich rozwojem w Polsce, rozmawiamy z Bartłomiejem Kupcem – prawnikiem i analitykiem polityki klimatycznej oraz ekspertem zajmującym się transformacją energetyczną i zaangażowaniem obywatelskim w sektorze energii.

 

Wielokrotnie w swoich wypowiedziach podkreśla Pan, że walka ze zmianą klimatu nie powinna być tylko domeną polityków na szczytach władzy, ale musi zaczynać się „na dole”, od zwykłych ludzi i ich lokalnych działań. Z czego wynika to przekonanie?

 

Bartłomiej Kupiec: Z faktu, że sprawiedliwa transformacja energetyczna nie odbędzie się w salach konferencyjnych Warszawy czy Brukseli, ale właśnie w gminach – czy to na Podlasiu, czy w niemieckich landach. Aby odniosła sukces, ludzie muszą czuć się w nią zaangażowani i widzieć w niej realne korzyści. Wymaga to stworzenia mechanizmów, dzięki którym przeciętny obywatel będzie mógł zainwestować swój czas i środki w lokalne źródła energii czy magazyny, stając się przy tym aktywnym aktorem na rynku energii. Dziś często żyjemy w dobie alienacji społecznej; sąsiedzi  często się nie znają, co utrudnia podejmowanie jakichkolwiek wspólnych uchwał np. we wspólnotach mieszkaniowych. Inicjatywy społecznościowe w obszarze energetyki dają szansę, by ludzie znów zaczęli ze sobą rozmawiać i współpracować wokół wspólnego celu, nie tylko od święta.

 

Wspomniał Pan o potrzebie zaangażowania, ale żeby to zrobić, trzeba najpierw wiedzieć „po co” i „jak”. Jaką rolę odgrywa tu edukacja?

 

Bartłomiej Kupiec: Kluczową. Ludzie potrzebują narzędzi i wiedzy, by zrozumieć, jak mogą realnie wpłynąć na dekarbonizację swojej gminy. Inicjatywy takie jak studia podyplomowe na Międzyuczelnianej Akademii Klimatu (MAK) są świetną okazją do pogłębienia wiedzy na temat transformacji energetycznej i wyzwań związanych z kryzysem klimatycznym ale edukacja energetyczna i klimatyczna, musi odbywać  każdym poziomie, nie tylko szkolnictwa wyższego, aby zbudować akceptację dla przemian. Ważne są też działania organizacji pozarządowych, które pomagają przebić się przez mity narosłe wokół tego tematu. Transformacja energetyczna powinna być w rękach obywateli, a nie tylko dużych, zagranicznych korporacji. Społeczności energetyczne mogą być właśnie taką platformą wymiany informacji i weryfikacji opłacalności inwestycji na danym terenie.

 

Czym właściwie są te społeczności energetyczne? To pojęcie wciąż brzmi dla wielu dość enigmatycznie.

 

Bartłomiej Kupiec: Choć wydaje się, że to nowość, ich geneza sięga początku XX wieku, a prawdziwy boom w Europie Zachodniej – m.in. w Danii czy RFN – przeżyły podczas kryzysu energetycznego lat 70.. Wtedy obywatele zaczęli brać sprawy w swoje ręce, inwestując w odnawialne źródła energii. Prawnie najczęściej przyjmują formę stowarzyszeń lub spółdzielni ze względu na ich demokratyczny charakter – w spółdzielni każdy członek/ członkini ma jeden głos, niezależnie od liczby udziałów. Taka społeczność może produkować i sprzedawać energię, ale też zajmować się jej magazynowaniem, poprawą efektywności energetycznej, rozwojem elektromobilności czy dzieleniem się energią (energy sharing).

 

Jakie są wymierne korzyści dla lokalnej społeczności z założenia takiej struktury?

 

Bartłomiej Kupiec: Przede wszystkim wartość dodana i kapitał zostają w gminie oraz wśród mieszkańców którzy mają w niej  udziały. Powstają lokalne, „zielone” miejsca pracy. Co więcej, energia produkowana i konsumowana lokalnie (autokonsumpcja) to dobry krok w stronę lokalnego bezpieczeństwa energetycznego, co ogranicza ryzyko przeciążenia systemu elektroenergetycznego. Społeczność energetyczna pozwala też obniżyć koszty działalności, np. w rolnictwie, np. poprzez inwestowanie w biogazownie czy biometanownie, czyniąc lokalną produkcję bardziej odporną na zawirowania geopolityczne i kryzysy.

 

A jak na takie oddolne inicjatywy reagują wielcy gracze rynkowi, czyli operatorzy sieci? Czy nie widzą w tym zagrożenia dla swoich zysków?

 

Bartłomiej Kupiec: To relacja złożona, często dochodzi do konfliktów na tle systemów wsparcia. W Polsce spółdzielnie energetyczne ( jeden z dostępnych rodzajów społeczności energetycznych), przy spełnieniu szeregu przesłanek z ustawy o OZE są zwolnione z wielu opłat, m.in. opłat dystrybucyjnych opłaty mocowej, opłaty OZE. Może to powodować przerzucanie kosztów utrzymania sieci na innych odbiorców. Warto tu podpatrzeć model austriacki, gdzie zamiast całkowitych zwolnień stosuje się  częściową redukcje opłat gdy społeczność osiąga optymalny poziom autokonsumpcji Dzięki temu system jest bardziej zrównoważony, a operatorzy chętniej współpracują ze społecznościami, które pomagają stabilizować sieć. W Polsce czeka nas szczera rozmowa o kosztach systemowych, by  polskie społeczności energetyczne takie jak spółdzielnie energetyczne czy obywatelskie społeczności energetyczne pozostały opłacalne, ale nie obciążały nadmiernie reszty systemu.

 

Przejdźmy do praktyki. Jeśli mieszkam w bloku i chciałabym z sąsiadami założyć taką społeczność, od czego powinnam zacząć?

 

Bartłomiej Kupiec: Po pierwsze – edukacja własna. Polecam strony KOWR (dla zainteresowanych spółdzielniami energetycznymi) lub URE (dla zainteresowanych obywatelskimi  społeczności energetycznymi). Potem trzeba znaleźć sojuszników – zarządcę nieruchomości i grupę sąsiadów. Kluczowe jest wypracowanie wspólnej koncepcji: czego potrzebujemy? Czy mamy budżet? Czy na dachu można zamontować panele?. W przypadku bloku znajdującego się w gminie miejskiej jedyną dostępną obecnie formą społeczności energetycznej jest Obywatelska Społeczność Energetyczna. Cały proces to też biurokracja: analiza prawna, zmiana statutu wspólnoty mieszkaniowej czy spółdzielni mieszkaniowej, stosowne uchwały i rejestracja w URE.

 

Czy to się dzisiaj w ogóle opłaca finansowo?

 

Bartłomiej Kupiec: Obecnie w Polsce obywatelskie społeczności energetyczne (nie mają jeszcze dedykowanego systemu wsparcia, który dawałby natychmiastowe, duże zniżki.  To luka prawna, który ustawodawca powinien zaadresować. Jednak doświadczenia z Europy pokazują, że dobrze zaprojektowane społeczności energetyczne i dedykowanym systemem wsparcia, premiującym zachowania wspierające działanie sieci elektroenergetycznej, pozwala obniżyć rachunki za prąd. Inaczej jest ze spółdzielniami energetycznymi na terenach wiejskich i miejsko-wiejskich – one teraz korzystają z bardzo korzystnego, systemu opustów (net-meteringu). Mamy ich już w Polsce ponad 700  i ta liczba rośnie. Na razie tworzą je głównie samorządy i przedsiębiorstwa w celu optymalizacji kosztów działalności, wykluczając przy tym  ze struktury spółdzielni  często gospodarstwa domowe, zwłaszcza te dotknięte ubóstwem energetycznym. Takie zachowanie jest sprzeczne z ideą sprawiedliwej transformacji energetycznej oraz międzynarodowymi zasadami spółdzielczymi. Spółdzielnie energetyczne nie mogą być sprowadzane do gadżetu oszczędnościowego dla biznesu czy sposobu monetyzowania inwestycji w OZE dla garstki najlepiej poinformowanych ekspertów. W założeniu spółdzielczość energetyczna  powinna mieć wymiar gwarantujący sprawiedliwą redystrybucję korzyści i obowiązków związanych z transformacją energetyczną. Ponadto spółdzielczy system-net meteringu będzie musiał w pewnym momencie ulec zmianie. Osłabia on bowiem rynkową odpowiedzialność spółdzielców kiedy energia jest wytwarzana i zużywana. Jeżeli sieć traktuje się jak  „ wirtualny” magazyn energii,  spółdzielnie energetyczne mają mniejszą motywację, aby reagować na ceny i dostosowywać swoje zachowania do sytuacji w systemie elektroenergetycznym. To z kolei może zwiększać koszty bilansowania systemu i wymuszać częstsze stosowanie działań interwencyjnych, po stronie operatora sieci  takich jak nakaz czasowego ograniczanie produkcji z OZE. W efekcie net-metering może prowadzić do napięć rynkowych i przerzucania części kosztów na pozostałych uczestników systemu. Dlatego system wsparcia musi zostać zmieniony a prace nad tym muszą być transparentnie koordynowane z samymi spółdzielniami energetycznymi oraz gminami. System net meteringu nie może zostać zlikwidowany  przez ustawodawcę z dnia na dzień, takie działanie miałoby katastrofalny wpływ na zaufanie wobec energetyki obywatelskiej.  Potrzebny jest dialog i okres przejściowy dla spółdzielców w celu dostosowania się do zmian.  System net-meteringu mógłby zostać pozostawiony ( jedynie na określony ustawowo czas) jedynie tym spółdzielniom które adresują ubóstwo energetyczne lub zrzeszają instytucje społeczne np. domy dziecka, DPSy w celu wsparcia ich na początku działalności.

 

Na koniec temat, który budzi emocje – jak małe społeczności mają się do wielkich projektów, jak budowa elektrowni jądrowej? Czy one ze sobą konkurują?

 

Bartłomiej Kupiec: Nie widzę tutaj konfliktu. Proszę pamiętać, że Polska nie oprzeć bezpieczeństwa energetycznego na energetyce obywatelskiej. Takie postulaty to czysty populizm. Potrzebujemy neutralności technologicznej w miksie energetycznej, w tym energii jądrowej jako czystej i przewidywalnych dostaw energii przez 24/7. Społeczności energetyczne, jeżeli mają rynkowy system wsparcia, mogą wesprzeć prace sieci np. poprzez świadczenie usług elastyczności ( zdolność do dynamicznego dostosowywania produkcji, zużycia lub magazynowania energii elektrycznej w odpowiedzi na potrzeby systemu elektroenergetycznego) Przykład Francji, gdzie sektor jądrowy jest potężny, a społeczności energetyczne rozwijają się od lat pokazuje zasadność rozwijania zarówno OZE jak i energii jądrowej. Potrzebujemy zdywersyfikowanego miksu, a nie faworyzowania jednego rozwiązania kosztem drugiego.

 

Jak zatem rozmawiać z sąsiadami, by ich do tego przekonać?

 

Bartłomiej Kupiec: Społeczności energetyczne są właściwym kierunkiem zaangażowania obywatelskiego; każdy z nas może dzięki nim demokratycznie wpływać na kierunki transformacji energetycznym w swojej miejscowości.  Trzeba używać języka korzyści, ale też otwarcie mówić o stratach, jakie poniesiemy, nie inwestując we własne źródła energii czy nie przeprowadzając przedsięwzięć na rzecz efektywności energetycznej. Warto stać się lokalnym liderem lub przynajmniej inicjatorem dyskusji. Dobrym pomysłem jest też kontakt z gminnym doradcą energetycznym ( jeżeli takowy jest zatrudniany przez gminę), który pomoże sprawdzić dostępne formy finansowania i wsparcia. Najważniejsze to zacząć rozmawiać oraz dywersyfikować źródła poprzez dialog  z organizacjami pozarządowymi jak i podmiotami specjalizującymi się w budowie społeczności energetycznych.

 

Bardzo dziękuję za tę rozmowę.

 

 

CZYTAJ WIĘCEJ:

 

 

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze